Zaproszenie na Florydę.
Czym by było życie, gdyby nie było spontanicznych decyzji i nieplanowanych wydarzeń. Nudne? Może nie, ale czegoś by mu brakowało, trochę pieprzu i koperku.
Mam kolegę z lat dziecięcych, z którym kontakty się zerwały prawie 40 lat (z małą przerwą przed 30 laty). Drogi się rozeszły, nie tylko przez przeprowadzki w Polsce, ale i później przez granice i kontynenty. Odnaleźliśmy się znów i dzięki internetowi (również Naszej Klasie) nawiązaliśmy dość intensywny kontakt.
Kolega ma w Stanach hotel nad oceanem i dziś napisał:
… w przyszłą sobotę będzie w motelu duża impreza. Przylatujcie zapraszam, oprócz w/w Bogusia z żoną, będzie Jack z Hamburga ( mój regularny klient od 10 lat ) , Stasiu z opolskiego- później spod Dortmundu, a teraz jako emeryt z Palm Beach ( z żoną z Bydgoszczy ) i oczywiście WY. Menu: żeberka, schab, steaki, kura z grilla na węglu drzewnym moja specjalność. Bigos Basi z Palm Beach + różne trunki impreza do upadłego. W niedzielę odsypiamy.
No co, Juruś? Lecimy? No pewnie!! Co tam, parę tysiączków kilometrów, parę godzinek lotu – tam jest ciepło, są palmy, biały piasek, wesołe towarzystwo i dobre jedzonko. I może przy tej okazji życie napisze następny kawał: Polak, Niemiec i Amerykanin siedzieli razem przy grillu. Polak powiedział:…
***Świat jest kamerą. Proszę się uśmiechać. (amerykanskie)***
Nie ma mojego brata. Ostatnio widzieliśmy się na weselu naszej córki, 2005, ale mieliśmy bardzo mało czasu dla siebie. Przed powrotem do Kanady spędziliśmy jeszcze piękny wieczór, my dwoje i Jurek. Opowiadaliśmy sobie różne historyjki, też z dzieciństwa, śmialiśmy się do łez. Nie pamiętam, czy przeżyliśmy kiedyś wcześniej takie godziny, tym bardziej, że wspólnych godzin mieliśmy niewiele. Jako dzieci nie rozumieliśmy się dobrze, dopiero jako dorośli znaleźliśmy wspólny i serdeczny język. Dzieliła nas odległość kontynentów, ale łączyło nas wiele myśli. A o tych, które były inne, mogliśmy otwarcie dyskutować, przeważnie mailami. Kto go znał, ten go nie zapomni. Bo mój brat był INNY. Można by o nim dużo! opowiadać. Nie wszystko rozumieliśmy, co nam chciał powiedzieć, nie wszystko akceptowaliśmy. Pewnie dlatego, że nie pasował w naszą ramkę. Ale nie był złośliwy, kłótliwy, zachowywał neutralną pozycję. Miał swój wymarzony cel w życiu i wszystkie lata dążył do jego spełnienia. Wierzył w „spirits” w Rocky Montains.